naturalistyczny dziennik choroby przewlekłej i wrażeń towarzyszących
Blog > Komentarze do wpisu
Próba cierpliwości

Już od 5.30 nie mogłem dalej spać, mimo iż poprosiłem o dolargan, który powinien mnie dodatkowo zmulić. Czekałem na dzisiejszy przełom. Wszystko wskazywało na to, że nie tylko odłączą mi pozostałe dreny, somatostatynę i żywienie pozajelitowe, ale przede wszystkim – uruchomią wreszcie moje kubki smakowe. Na to liczyłem najbardziej. I się przeliczyłem.

Dren podskórny nie wydziela zielonej treści jelitowej (jest zielona ze względu na produkcję żółci, która miesza się ze śluzem, a więc – prawidłowa), brzuch nie jest specjalnie tkliwy (poza miejscami, gdzie tkwią końcówki drenów), opatrunek nie przecieka, nie gorączkuję, mam regularny stolec - ale i tak będę musiał uzbroić się w cierpliwość. Dr Sierpowski zechciał, abym skończył cały zamówiony zapas hormonu oraz dzisiejszy worek z żywieniem pozajelitowym. Na jutro wpisał mi już do zleceń kleik ryżowy – danie bogów, obśmiewany i wzgardzony przez większość pacjentów, dla mnie rarytas – pierwszy posiłek od ponad miesiąca.

Wydaje się, że dla kogoś, kto przeleżał jak kołek cztery tygodnie w łóżku, jeszcze jeden dzień zwłoki to pestka. Błąd. Najtrudniejsze momenty czuwania, czekania, podróżowania etc. to zawsze początek i sama końcówka. Początek – stres, strach przed tym, co będzie albo co jest nowe i niespodziewane. Potem długa stagnacja, dni jak z gumy, i wreszcie ostatnie metry przed metą, kilkanaście kroków przed szczytem. Chciałbym, żeby ktoś mnie uśpił i obudził jutro rano. Żebym nie patrzył na zegarek o 9.29, 9.31, 9.33... W sumie śmieszne, bo przecież chodzi tu o jedzenie, a nie wypis. Tylko że dla mnie jedzenie urosło przez te tygodnie do rangi symbolicznego finis. Po nim zacznie się już schodzenie ze szczytu.

Dostałem jednak małą nagrodę pocieszenia – wyjmą mi dzisiaj wreszcie wszystkie dreny, co powinno przynieść wyraźną ulgę. Jeden z nich kończy się tuż nad spojeniem łonowym, co wzmaga ból przy sikaniu. Mam nadzieję, że obędzie się bez komplikacji.

Czekam dalej.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011, gundis_85

Polecane wpisy